Żyjemy, żeby kłamać, czy kłamiemy, żeby żyć?
Madeline: Zaczęło się od mojej skręconej kostki. To przecież normalne, że
wszystkie okropieństwa świata przytrafiają się właśnie Madeline Marthcie
Mackenzie. Dobrze, że pojawiła się Jane. Wyglądała jak zagubione kaczątko,
które potrzebuje opieki. Stwierdziłam, że muszę przygarnąć ją pod swoje
skrzydła i ochronić przed tymi wszystkimi harpiami, które tylko czekają na to,
żeby rozerwać kogoś na strzępy. Potem było tylko gorzej. Nie dość, że mój były mąż, który mnie
PORZUCIŁ, przeprowadził się do Pirriwee z Bonnie (Co to w ogóle za imię i
strój? Filozofka się znalazła…) i tą swoją płochliwą córeczką Skye; to jeszcze
Ziggy, biedny, mały uroczy Ziggy został oskarżony o dręczenie Amabelli. Tylko
koniecznie przez M! Nie wiem co ta Renata sobie myślała. Abigail ostatnio
zachowuje się jak pieprzony klon Bonnie, Fred ma fioła na punkcie Gwiezdnych
Wojen, a Chloe, no cóż, to po prostu Chloe, przejęta szkołą i nowymi
koleżankami. Tak strasznie szkoda mi Jane, na której skupiła się nienawiść
wszystkich Blond Paziów. Zachowują się jak stado najeżonych wilczyc. Już ja im
wszystkim pokażę. Niech tylko spróbują do nie wystartować…
Celeste: Pamiętam, że Madeline strasznie się wściekła kiedy zobaczyła, że
tylko synek Jane nie dostał zaproszenia na przyjęcie urodzinowe. Biedna
dziewczyna, musi się czuć bardzo samotnie. Może wspólne spacery poprawią jej
nastrój? Z chęcią wyrwę się z domu. Dlaczego nie potrafię się na coś
zdecydować? Przyłapuję się na obsesyjnym analizowaniu każdego słowa, czynu i
decyzji. Czy tak wygląda zgodne małżeństwo? Czy to co robimy jest normalne? Nie
mogę tego dłużej tolerować. Wiem, że jestem taka sama jak on, ale to niczego
nie zmienia. Co prawda jest takim kochającym tatą i czułym mężem, ale to zawsze
szybko się kończy. Myśli, że kolejne klejnoty coś zmienią? Doskonale wie, że i
tak nigdy ich nie noszę. Z chęcią oddałabym je Madeline, która na sam widom skakałaby
z radości. Ona jest ostatnio tak przejęta walką w obronie Jane, że świata poza
tym nie widzi… Jeszcze ta cała sprawa z Abigail. Nie wiem jak ona to znosi. Jak
ja to znoszę… dlaczego to robię? Jak to zakończyć…?
Jane: Zawsze miałam słabość do „migotek”, jednak nigdy nie przyszło mi
do głowy, że takie kobiety zostaną moimi najbliższymi przyjaciółkami. Co ja
sobie właściwie myślałam przenosząc się tutaj? Może to był zły pomysł.
Spakujemy się i wrócimy do domu, albo kolejny raz przeniesiemy się gdzie
indziej. Tylko, że Ziggy czuje się tutaj tak dobrze. Nie wiem jak może być tak
spokojny po tym, o co go oskarżają. Ostatnio zachowuje się bardzo dziwnie. A
co, jeśli odziedziczył to po ojcu? Co ja zrobię, jeśli okaże się takim samym
draniem? Nie, nie zniosę tego, na pewno tak nie będzie. Muszę o tym zapomnieć. Dobrze,
że mogę wyrwać się z domu i iść na kawę do Toma, on zawsze poprawia mi humor.
Być może wtedy uda mi się wymyślić jakiś plan… Do końca życia będę wdzięczna
Madeline i Celeste za to co dla mnie robią.
Detektyw sierżant Adrian Quinlan: Chciałbym się jasno wyrazić. To
nie cyrk, tylko dochodzenie w sprawie morderstwa.
Zanim
przejdę do opisu ogólnych wrażeń po lekturze, chciałabym napisać kilka słów o
fabule i konstrukcji powieści. Wielkie kłamstewka to opowieść
trzech różnych kobiet – nieśmiałej, przebojowej i skrytej. Każdy rozdział
opowiada historię z perspektywy jednej z nich, zgłębiając przy tym problemy,
które każda przeżywa w zaciszu (bądź hałasie) własnego domu. Struktura
wypowiedzi pobocznych postaci (podoba do zastosowanej powyżej), pozwala na
dogłębne poznanie kryminalnego wątku, który przewija się od początku do końca. Liane Moriarty tak zręcznie miesza
wszystkie fakty, że morderstwa, którego rozwiązanie poznajemy na ostatnich
stronach stanowi całkowite zaskoczenie. Podczas czytania przeskakiwałam kolejno
z postaci na postać, co chwila powracając do poprzednich wniosków, jednak
prawdziwa ofiara okazała się zupełnie kim innym!
Wielkie kłamstewka to nie
tylko kolejna powieść obyczajowa. Jest to książka, która porusza tak trudne
tematy jak przemoc domowa, niepohamowana agresja, zaburzenia psychiczne,
kłamstwa, zdrady czy presja otoczenia wywołująca katastrofalny wpływ. Liane Moriarty zgrabnie łączy
przyjemność z okazją do przemyśleń, ponieważ podczas całej lektury, towarzyszą
nam rozbawienie, zażenowanie, złość czy współczucie. Emocjonalna mieszanka wybuchowa
nadaje powieści wyjątkowy charakter, a każda z wykreowanych bohaterek jest na
swój sposób niepowtarzalną, silną i niezależną kobietą, która musi jedynie odnaleźć
w sobie determinację i motywację do działania.
Gorąco
polecam tę powieść każdej kobiecie, która ma ochotę na chwilę wytchnienia.
Dlaczego wytchnienia? Z powodu strun, które Wielkie kłamstewka
poruszą w każdej z nas. Książka pochłania na tyle, że błyskawicznie zapominamy
o własnych problemach i skupiamy całą złość i burzę uczuć na fabule, która na
sam koniec zaskakuje niczym pytanie o milion w Milionerach ;)
Na podstawie książki, powstaje serial HBO z wybornymi aktorkami! Przeczytacie lub czytaliście Wielkie kłamstewka? A może wolicie serial?




Za książkę dziękuję portalowi



